Kocham czytać.
Zdarza się, że mam na to mało czasu, ale jeśli takowy znajdę to ciężko oderwać
mnie od lektury. Ostatnią książką jaką przeczytałam jest "Bóg urojony" Richarda
Dawkinsa i mogę ją śmiało polecić osobom, które szukają odpowiedzi na wiele
pytań związanych z rzekomym istnieniem Boga. Przedstawia polemikę między wiarą a
nauką, zderzenie dwóch przeciwstawnych rzeczy, o co nie łatwo. Napisana w bardzo
ciekawy sposób, podaje mnóstwo naukowych przykładów, ale i niepodważalnych
dowodów. Autor nie jest natarczywy, ani oskarżający. Tłumaczy cierpliwie,
przedstawia jak wiara wpajana nam od małego wpływa na nasze dalsze życie.
Śmiało polecam,
dla mnie była czymś w rodzaju "uderzenia w głowę". W pamięci utkwił mi jeden
ważny cytat - odważny, ale i prawdziwy - „jeżeli jedna osoba ma jakieś
urojenia, nazywamy to szaleństwem. Jeżeli wiele osób cierpi na to samo urojenie,
nazywamy to religią".
Autor jako
ateista podkreśla, że niewiara w dzisiejszych czasach jest potępiana, jednak
niewierzący mogą być szczęśliwi i spełnieni, ponieważ nie są skrępowani przez
dogmaty wymyślane przez księży na przestrzeni wieków po to, aby utrzymać
władzę.
Książka bardzo
pomogła mi także w rozmowach z rodziną, przestałam się bać odrzucenia ich
oskarżeń oraz braku argumentów na to, że powinnam wierzyć. Oczywiście - były
krzyki! "Nie tak Cię wychowywaliśmy, kim Ty jesteś?". Mama płakała. Tata nie
odzywał się kilka dni. W większości myśleli o tym, co reszta rodzinny i inni
ludzie powiedzą, jeśli nie będę chodziła do kościoła i mówiła otwarcie, że
instytucja kościelna to dla mnie bullshit! Ale nie podali mi ani jednego
sensownego argumentu abym co niedzielę wznosiła wzrok ku ołtarzowi. Nie jest mi
to potrzebne do szczęścia, proste.
Może ktoś czuł
takie same wątpliwości i obawy przed przyznaniem się przed rodziną co ja.
Wszystkim tym, serdecznie polecam dzieło Dawkinsa.
Wszystkim
pozostałym, także. Książka wydaje się być jedną z podstawowych pozycji we
współczenym świecie, świecie, w którym odchodzi się od tradycji i dąży do
samorealizacji. Samorealizacja z kolei wymaga odrzucenia ograniczeń.